czwartek, 19 września 2019

Ciemna strona mocy

Zapaść w żądzę, lubieżność, bezdenną cielesność własną drugą ciemną stronę.

Do dziś myślałem, że tylko to trzyma mnie w całości i chroni przed szaleństwem.

Już nie.

Dziękuję Ci T.
Za samą myśl by zapytać jak ja radzę sobie z zaistniałą sytuacją.
To pierwsza i jak na razie jedyna troska z mojego otoczenia.

Gdzie są moi przyjaciele?
Już wiem.

wtorek, 17 września 2019

Strach przed...

Automatyczna blokada.
Zakładana poprzez narzucone prawa fizyki, etyki, ..., etc.
Co właściwie ma na celu?
Okiełznać?
Zniewolić?
Zapewnić bezpieczeństwo...
Przetrwanie gatunku...
"Skarlała wielka rasa dumnych wojowników."
Miliony pytań znikome ilości wiedzy.
Cząstkowe i niepełne informacje pozwalają jedynie na niepewny odczyt danych przy użyciu błędnie skalibrowanych urządzeń odczytujących ( czyt. zmysłów).
A jednak "perpetum mobile" istnieje.
Napędzana strachem równia pochyła przyszłości gatunku i świat staczający się po niej w otchłań bezprawia, znieczulicy, poprawności politycznej i ograniczonych praw wypowiedzi i obrony własnego domu, zdania, przekonań, rodziny.
Tak działa strach.
Uczę się od jakiegoś czasu. Wciąż przegrywam.
Każdy sparing, każda rundę, każda walkę.
Nadejdzie ten dzień gdy jaja ze stali staną się częścią mnie.

czwartek, 12 września 2019

Rodzina.

Samolubność przeszkadza mi być altruistą. Obowiązki....
Czasem w chwilach takich jak ta, gdy Maleńka śpi na rekach gotów jestem zniszczyć cały świat, aby zapewnić Jej bezpieczeństwo. Szara rzeczywistość codzienności przytłacza za bardzo.
Uciekł bym gdzie pieprz rośnie.
A jednak co dzień wstaje rano.
Jeszcze muszę wstać.
Jeszcze moja rodzina potrzebuje.
Gdy zmieni się moje podejście, co rano będę wstawał i z chęcią robił wszystko dla mojej rodziny.
Kto jest moją rodziną?
Brat, matka, ojciec, przyjaciel?
A może dziadkowie?
Czy też żona i dzieci?
A może każdy komu zawdzięczam w większym lub mniejszym stopniu wpływ na moje/nasze (rodzinne) życie.
Kogo określić mianem rodziny?
Chyba tego za kogo poszedłbym na piechotę do Piekła i z powrotem.
To chyba najlepsza definicja.

Cel.

Patrzyłem w ekran telefonu przez ponad godzinę.
Czekałem.
.
.
.
Czekałem.
.
.
.
Czekałem.
.
.
.
Cisza.
Powoli zaczął docierać do mnie bezsens oczekiwania.
Irytacja sięgała zenitu.
Przecież się umówiłem.
Zawsze, że swojej strony byłem słowny.
Odstawiałem rodzinę na boczny tor, byle dotrzymać słowa.
To było wartością.
Wymagania stawiane przez coraz bardziej zapędzone społeczeństwo ocierają się o absurd.
Idąc do sąsiada na kawę muszę się z nim umówić dwa dni wcześniej, inaczej jestem persona non grata.
A jeśli sąsiad wyjdzie, to przecież miał prawo zapomnieć.
Lecz w drugą stronę...???
Znacie to?
Dość mam tego świata.
Tego pędu.
Kurestwa.
I tak w końcu umieramy sami.
To każdy z nas z osobna, jak w wszyscy razem przebywamy drogę na szczyt.
Rozglądamy się wokół siebie i co widać?
Pustkę i...
.
.
.
I jedyne z czego człowiek może być dumny w takiej chwili to, to, że życie przeżył z godnością i podniesionym czołem.
.
.
.
Umarłem.